Przy sniadaniu zgadaliśmy sie z parka ze stanow ktorzy powiedzieli ze ida na 3 godzinny spacer po dzungli. Jako ze w drodze powrotnej mija sie wioske Mononitow musielismy zabrac ze soba dlugie spodnie poniewaz oni nie lubia zbytniego neglizu. Ja zabralem ze soba moje wypasione spodnie Jacka Wolfskina z odpinanymi nogawkami. Jak to juz zwykle bywa nie wyszlismy o najodopowieniejszej porze bo slonce walilo niemilosiernie. Na samym poczatku musielismy pokonac recznie zbudowany most zwodzony ktory mial juz swoje lata i trzeszczal niemilosiernie. Indiana Jones pelna geba! Za mostem byl juz gesty las takze zrobilo sie troche chlodniej natomiast trzeba bylo dosyc mocno isc pod gore. Przemek i ja nie mielismy malych butelek z woda takze obydwaj mielismy po niepelnym 4l baniaku wody. Idac linia lasu w oddali widzielismy domki mononitow. Wygladalo to jak z filmu „Domek na Prerii” albo „Doktor Queen” jednak nie bylo widac zywej duszy. W koncu dotarlismy do wioski ale nadal nikogo nie bylo az tu w koncu widzimy ze idzie ich cala grupa. Szybko schowaliśmy sie za zakretem zeby sie nieco odziac. Ja i ten chlopak szybko przypinaliśmy nogawki od spodni. Ja sie ledwo wyrobiłem ale temu chlopakowi pomyliły sie nogawki i zdolal zalozyc tylko jedna. Niezla byla polewka bo jak byli juz blisko to stal oparty o swoja dziewczyna z jedna noga zgieta :) Ja tym czasem czulem jakbym cofnal sie w czasie. Woz z koniem a na nim kobiety wszystkie ubrane identyczne w kiecki z 17 wieku. Wszystkie byly w chustach i od razu zauwazylismy ze nie wolno im patrzec na mezczyzn. Widzielismy tylko szybkie spojrzenia. Widok nie z tej ziemi! Za kobietami szli w rownym szeregu mezczyzni. Oni tez byli ubrani jednakowo. Dlugie szare spodnie i niebieskie koszule. Do tego wszyscy byli ostrzyzeni na tzw. garnek. Niektorzy mieli okulary, ktore niczym nie przypominaly te ktore nosi sie w dzisiejszych czasach. Szkla wielkie i okrągłe. Podczas spaceru okazalo sie ze dziewczyna pochodzi z Francuskiej Polinezji takze od razu zebralismy od niej duzo rad co i jak robic jak tam dotrzemy.